|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
O DEBACIE - ALE JESZCZE NIE PO HERBACIE
Odbyła się zapowiadana wcześniej debata “internautów” z premierem Tuskiem i jego doradcami. Oglądałem ją na żywo. Przez cały czas premier powtarzał dwa argumenty: - że proponowane przez rząd, a krytykowane przez jego oponentów rozwiązanie (Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych) ma na celu tylko i wyłącznie walkę z przestępczością w Internecie; - i że zarzuty formułowane przeciwko temu rozwiązaniu są ogólne i mało precyzyjne. Szkoda, że w związku z tym nie zadano premierowi dwóch prostych pytań: 1) Jak Pan wytłumaczy to, że ustawa ma wprowadzić cenzurę prewencyjną, naruszającą art. 54 ust. 2 Konstytucji - wszak blokowanie dostępu do strony internetowej oznacza zablokowanie dostępu nie tylko do treści obecnych na niej w momencie wpisu do rejestru, ale i wszelkich przyszłych? 2) Jak Pan wytłumaczy to, że proponowana ustawa zakłada blokowanie dostępu również do treści, których publikowanie i oglądanie nie jest przestępstwem wg polskiego prawa - np. oglądanie reklam hazardu publikowanych na brytyjskim serwerze przez tamtejszego obywatela? Podawałem te pytania (w nieco bardziej rozbudowanej formie) jako propozycje do debaty na stronie zapytajpremiera.pl, ale niestety nikt ich w debacie nie zadał. Próbowałem zadawać je również na bieżąco w specjalnie stworzonym w tym celu pokoju na czacie Onetu, ale też to nic nie dało (chyba że premier śledził przebieg czatu na bieżąco na ekranie swojego laptopa, o co jednak go nie podejrzewam). Zresztą mam wrażenie (nie tylko ja), że nie zadano ani jednego pytania spośród tych zadawanych na bieżąco przez ludzi oglądających debatę. Rozumiem, że mogło brakować czasu, ale po co wcześniej organizatorzy debaty trąbili w kółko o takiej możliwości? Ostatecznie premier obiecał tymczasowe wycofanie kontrowersyjnych zapisów (dotyczących Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych) z projektu ustawy w celu ich dalszego przedyskutowania. Moim zdaniem przejściowo “zmiękł”, bo bierze realnie pod uwagę możliwość zawetowania ustawy (na której szybkim uchwaleniu mu zależy) przez prezydenta i podtrzymanie weta przez zjednoczoną opozycję (wśród przeciwników cenzurowania Internetu są środowiska związane zarówno z lewicą, jak i z PiS oraz innymi ugrupowaniami prawicowymi). Gdyby tego zagrożenia nie było, nie byłby taki skłonny zapowiadać ustępstwa. Niemniej jednak należy się spodziewać, że pomysł blokowania dostępu do niedozwolonych stron i usług jest nadal po stronie rządowej żywy i docelowo będzie ona chciała go zrealizować. Dlatego sprzeciw wobec cenzury Internetu powinien być wciąż podtrzymywany. Powinny być zbierane podpisy pod prośbą o ewentualne weto do prezydenta, nadal powinno się aktywnie mówić o niebezpieczeństwie cenzury i patrzeć rządowi na ręce, a w ewentualnych debatach nie iść na żaden kompromis i twardo żądać ostatecznego pogrzebania pomysłu Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Być może także warto byłoby w końcu zapytać, dlaczego właściwie rzeczy takie, jak hazard w Internecie albo pornograficzne rysunki z Simpsonami mają być zakazane? „Białoruś wprowadza obowiązkową identyfikację internautów. Dostawcy Internetu będą musieli przechowywać dane o wszystkich użytkownikach” - alarmuje tłustym drukiem “Gazeta Wyborcza” w artykule pod “mocnym” tytułem “Łukaszenka bierze Internet pod but”. Chodzi o wydane właśnie rozporządzenie prezydenta Białorusi (ma wejść w życie 1 lipca), które przewiduje “identyfikację użytkowników i blokowanie dostępu do stron, jeśli ktoś doniesie, że zawierają treści ekstremistyczne bądź sprzeczne z prawem”, przy czym “obowiązek identyfikacji użytkowników ma spoczywać na dostawcach”. Jak donosi Onet.pl, przeciwko rozporządzeniu protestuje Białoruski Związek Dziennikarzy (BAŻ) oraz opozycyjny portal “Karta’97”. Zdaniem szefowej BAŻ Żanny Litwiny rozporządzenie Aleksandra Łukaszenki powinno zostać zbadane przez OBWE lub Radę Europy. Również cytowany przez “GW” lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka nie ma złudzeń - “władze próbują ustanowić kontrolę nad Internetem, bo dzieje się w nim coraz więcej”. Brakuje tylko jakoś informacji, że my już dawno jesteśmy pod butem. Obowiązujące w Polsce prawo telekomunikacyjne przewiduje, że operatorzy publicznych sieci telekomunikacyjnych oraz dostawcy publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych mają obowiązek przechowywać przez 24 miesiące (oraz oczywiście udostępniać policji, służbom specjalnym, sądom i prokuratorom) dane “niezbędne do ustalenia zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, użytkownika końcowego” inicjującego połączenie lub do którego skierowane jest połączenie, a także do określenia daty i godziny połączenia oraz czasu jego trwania, rodzaju połączenia oraz lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 28 grudnia 2009 r. w sprawie szczegółowego wykazu danych oraz rodzajów operatorów publicznej sieci telekomunikacyjnej lub dostawców publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych obowiązanych do ich zatrzymywania i przechowywania precyzuje zaś, że do danych niezbędnych w przypadku usługi dostępu do Internetu, usługi poczty elektronicznej i usługi telefonii internetowej zalicza się: identyfikator użytkownika; numer przydzielony użytkownikowi końcowemu, korzystającemu z dostępu dial-up; identyfikator użytkownika i numer przydzielony użytkownikowi końcowemu inicjującemu połączenie kierowane do publicznej sieci telekomunikacyjnej; adres IP; imię i nazwisko albo nazwa oraz adres użytkownika końcowego, któremu w czasie połączenia przypisano adres IP, a także identyfikator użytkownika lub przydzielony mu numer w telefonii internetowej; identyfikator zakończenia sieci, w którym użytkownik końcowy uzyskał dostęp do Internetu, w szczególności identyfikator cyfrowej linii abonenckiej DSL (Digital Subscriber Line), numer wykorzystywanego portu sieciowego lub adres MAC urządzenia końcowego inicjującego połączenie. Co do blokowania dostępu do stron, to rząd właśnie uchwalił projekt ustawy przewidującej takie blokowanie - na razie stron i usług z twardą pornografią, hazardem i jego reklamami oraz wykorzystywanych do phishingu, ale początkowa wersja projektu przewidywała tu także treści “propagujące faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa”, a ABW proponowała dopisać tam również znieważanie symboli czy godzenie w sojusze. Premier zaś zapowiada, “że oczywiście będą reagowali wtedy, kiedy na stronach internetowych pojawiają się działania ewidentnie przestępcze”. Ale, oczywiście, jak można przyrównywać wzorową europejską demokrację do autorytarnego reżimu byłego dyrektora kołchozu… autor: Jacek Sierpiński www.sierp.libertarianizm.pl dodano: 2010-02-28/ czytano: 133 |
| Góra strony Strona poprzednia |
|
Wydawca: Kościół Nowego Przymierza w Lublinie |